Ocalić od zapomnienia

Specjaliści od social mediów mawiają: „Dziś ludzie nie czytają – nie chce im się nawet lajkować, dlatego piszcie krótko i konkretnie”. I zapewne mają rację.
Cóż jednak poradzić, gdy dusza romantyczna, a serce domaga się czegoś więcej niż trzech krótkich zdań?

Chciałabym dorzucić odrobinę zadumy.
Zatrzymać się na moment przy tym, co mija.
Przy historiach, które dobiegły już końca i zostaną zapisane jedynie w naszych sercach.

To opowieść o Asi.
We wrześniu moja serdeczna koleżanka zaprosiła mnie z aparatem do domu swojej babci. Do miejsca, które już kilka dni później miało zmienić właściciela. Nie udało się go zatrzymać. Nie sposób było uchronić przed wyrwą w sercu.

W tych pokojach kryją się wspomnienia – nie tylko beztroskich zabaw i dziecięcych łez, ale i ogromnego wzruszenia. Słychać jeszcze szelest drzew, które rosły razem z kolejnymi pokoleniami rodziny.
Schody, po których zjeżdżało się na babcinych poduchach.
Okno, z którego wyglądała z troską znajoma twarz – surowa, a jakże kochająca.
Kuchnia – miejsce rozmów, gotowania i codziennych spraw, które zdawały się mieć wtedy większy sens.

Słyszałam w tym domu stukot kapci, czułam zapach gazet z problemami sprzed czterdziestu lat.
Wchodziłam na strych, gdzie spoczywały meble pamiętające czasy, w których rozlewał się sok, a paluszki zostawiały okruszki.
Ciężkie zasłony, które niegdyś osłaniały dom przed grozą wojennego krajobrazu.
Suknia ślubna zapomniana, lecz wciąż pełna wspomnień.
Piec kaflowy, który dawał ciepło bardziej niż niejeden współczesny grzejnik – ciepło emocji i domowego bezpieczeństwa.
I dziadkowe łóżko – prawdziwa kraina dziecięcej radości, której żadna trampolina nie dorówna.

Lusterko… jeszcze niedawno mama splatała w nim warkocze.
Zardzewiała skrzynka na listy – świadek tylu wieści.
A poziomki… wciąż tak samo słodkie.

Na ścianie stary, drewniany kalendarz – zatrzymał się na 9 września 2020 roku.

Ten dzień, te fotografie, ta historia – to moja próba ocalenia od zapomnienia.
To podziękowanie.
Za zaufanie. Za zaproszenie. Za zaszczyt.

Śpieszmy się kochać. Kochać ludzi. Kochać miejsca. Kochać przedmioty, które niosą wzruszenia.
A jeśli przy okazji poczujecie zapach malinowego budyniu – to znaczy, że wszystko się udało.

Asiu – dziękuję.